Sezon grzybowy w pełni,na pewno suszycie grzybki?A zdarzyło wam się,że w pięknie wysuszonych po jakimś czasie pojawiły się mole?Mnie się zdarzyło,chociaż wydawało się,że są szczelnie zamknięte w słoikach.Słyszałam taką radę od doświadczonego grzybiarza:
Po wysuszeniu grzybów włożyć je na 20 min.do piekarnika ustawionego na temperaturę 70 stopni.Zaraz potem przełożyć do puszek lub słoików i dobrze zamknąć.Przechowywać w ciemnym miejscu.
Za skuteczność nie ręczę ,w tym roku pierwszy raz skorzystałam z tej rady,zobaczymy.Przy okazji wstawiłam też do piekarnika(na próbę) słoik ze starymi grzybami,w którym były mole.Wyginęły-chociaż grzyby i tak już do wyrzucenia.
No to wracam do mojego lasu,mam nadzieję,że nikt moich grzybów nie wyzbierał.Wam też życzę udanego grzybobrania.
malarstwo olejne,akwarela,haft,patchwork,szydełkowanie,wiklina papierowa,frywolitka,biżuteria z koralików.
Strony
Etykiety
- makrama (4)
- malarstwo (21)
- Na łonie przyrody' (10)
- patchwork (3)
- prace z papieru (13)
- przepisy (9)
- Szydełkowanie (6)
- tkactwo (3)
środa, 3 września 2014
wtorek, 2 września 2014
Dary jesieni
Dostałam przepustkę od mojego "kapitana"na kilka dni ,no i dobrze trafiłam,bo pogoda na razie nieciekawa.Załatwiam sprawy "artystyczne"-niespodziewana wystawa moich prac ,zebranie Wło-Artu,regulamin konkursu plastycznego dla szkół.Na swoje nieszczęście poszłam na targ.Uwielbiam te kolory,zapachy pod koniec lata,takie bogactwo plonów.Nie mogłam się oprzeć,kupiłam śliwki na powidła,paprykę,cebulę i pomidory na leczo.Prawie cały dzień spędziłam przy kuchni.Powidła wyszły pyszne,przydałoby się więcej.Przypomniał mi się też smak zupy pomidorowej z własnoręcznie zrobionego przecieru,bez chemii.Chyba jeszcze jutro kupię pomidory.Ja jednak nie potrafię odpoczywać.W lesie też cały czas praca-zbieranie wszystkiego ,co się da .Najpierw jagody,potem czerwone borówki i grzyby.
Czerwone borówki jeszcze są,więc napiszę ,co można z nich zrobić,bo wydaje mi się,że są niedoceniane.Oczywiście najzdrowsze na surowo.Są bardzo kwaśne i mają lekko gorzkawy smak.Ucieram je z dużą ilością cukru.Używam w tym celu tłuczka do ziemniaków.Utrzeć trzeba porządnie,aż powstanie jednolita masa.Przekładam do słoików i zjadamy po kilka łyżeczek dziennie.Mogą stać dość długo,nawet bez lodówki.Kiedyś spotkałam w lesie "miejscową "kobietę zbierająca borówki-twierdziła,że działają jak naturalny antybiotyk.
Przegotowane z jabłkiem lub gruszką (z dodatkiem cukru)stanowią wspaniały dodatek do mięs,szczególnie do pasztetów.Wkładam do słoików gorące,odwracam do góry dnem i przykrywam kocem.Trzymają się całą zimę,a nawet dłużej.
Grzybów w tym roku jest o wiele mniej niż zwykle,ale znalazłam kilka miejsc,gdzie obrodziły.Już zaczynały nam się nudzić smażone,musiałam wymyślać inne dania.Znajoma babcia-wędkarka(miejscowa,czyli ze wsi położonej niedaleko Zalewu)podała mi przepis na kotlety z grzybów.Najlepiej wykorzystać na tę potrawę nóżki czyli trzony grzybów,ponieważ są dość twarde i nie robi się z nich "paćka".Trzeba je obgotować-wystarczy 10 minut-wystudzić,przepuścić przez maszynkę,dodać jajko, drobno posiekaną cebulę i czosnek,doprawić solą,pieprzem,majerankiem,zagęścić masę tartą bułką,formować nieduże,spłaszczone kotleciki,obtaczać je w tartej bułce i smażyć na gorącym oleju.Podawać można z keczupem albo polane dowolnym sosem.
Jeśli robicie na obiad naleśniki,warto usmażyć trochę więcej i zostawić na następny dzień,żeby zrobić krokiety z grzybami.Farszem grzybowym smarujemy naleśniki i zawijamy najpierw boki,a potem robimy rulonik.Panierujemy jak schabowe i obsmażamy ze wszystkich stron na rumiano.Bardzo pożywne i smaczne danie.
No to smacznego.Mam nadzieję,że po deszczach,kiedy się ociepli,przybędzie grzybków.
Czerwone borówki jeszcze są,więc napiszę ,co można z nich zrobić,bo wydaje mi się,że są niedoceniane.Oczywiście najzdrowsze na surowo.Są bardzo kwaśne i mają lekko gorzkawy smak.Ucieram je z dużą ilością cukru.Używam w tym celu tłuczka do ziemniaków.Utrzeć trzeba porządnie,aż powstanie jednolita masa.Przekładam do słoików i zjadamy po kilka łyżeczek dziennie.Mogą stać dość długo,nawet bez lodówki.Kiedyś spotkałam w lesie "miejscową "kobietę zbierająca borówki-twierdziła,że działają jak naturalny antybiotyk.
Przegotowane z jabłkiem lub gruszką (z dodatkiem cukru)stanowią wspaniały dodatek do mięs,szczególnie do pasztetów.Wkładam do słoików gorące,odwracam do góry dnem i przykrywam kocem.Trzymają się całą zimę,a nawet dłużej.
Grzybów w tym roku jest o wiele mniej niż zwykle,ale znalazłam kilka miejsc,gdzie obrodziły.Już zaczynały nam się nudzić smażone,musiałam wymyślać inne dania.Znajoma babcia-wędkarka(miejscowa,czyli ze wsi położonej niedaleko Zalewu)podała mi przepis na kotlety z grzybów.Najlepiej wykorzystać na tę potrawę nóżki czyli trzony grzybów,ponieważ są dość twarde i nie robi się z nich "paćka".Trzeba je obgotować-wystarczy 10 minut-wystudzić,przepuścić przez maszynkę,dodać jajko, drobno posiekaną cebulę i czosnek,doprawić solą,pieprzem,majerankiem,zagęścić masę tartą bułką,formować nieduże,spłaszczone kotleciki,obtaczać je w tartej bułce i smażyć na gorącym oleju.Podawać można z keczupem albo polane dowolnym sosem.
Jeśli robicie na obiad naleśniki,warto usmażyć trochę więcej i zostawić na następny dzień,żeby zrobić krokiety z grzybami.Farszem grzybowym smarujemy naleśniki i zawijamy najpierw boki,a potem robimy rulonik.Panierujemy jak schabowe i obsmażamy ze wszystkich stron na rumiano.Bardzo pożywne i smaczne danie.
No to smacznego.Mam nadzieję,że po deszczach,kiedy się ociepli,przybędzie grzybków.
wtorek, 15 lipca 2014
Z dala od cywilizacji
Przyjechałam do domu na kilka dni-i same kłopoty.Awaria w łazience,woda się leje,chłopa w domu nie ma.Chciałam spróbować naprawić sama,ale najbliższy sklep z akcesoriami do łazienek w remoncie,a że kulawa jestem,więc nie miałam siły szukać gdzieś dalej.Ledwo dokuśtykałam po zakupy jakiejś żywności,bo lodówka pusta.Jutro w kolejkę do lekarza po skierowanie do ortopedy.Pewnie będę czekać kilka miesięcy,znając naszą służbę zdrowia.Nie,nie miałam wypadku,po prostu staw kolanowy chyba się "schodził".Poza tym różne opłaty,a to czynsz,a to prąd i różne takie.Z daleka od cywilizacji o takich sprawach się nie myśli.Ważne jest tylko,żeby było co do garnka włożyć i żeby pogoda była znośna.
A co nowego na Zalewie?Nasza wydra gdzieś się wyprowadziła,może wypłoszyli ją robotnicy leśni ścinający drzewa,bo oczywiście następne połacie lasu wycięte.W naszej ulubionej zatoczce bobry wywróciły 11 brzózek,nie można w tych miejscach dobić do brzegu,bo drzewa leżą w wodzie.Coraz mniej miejsc do cumowania,a bobry mają się dobrze i ciągle są pod ochroną.Niedzielni "żeglarze " i wędkarze jak zwykle palą w lesie ogniska,łamią gałęzie i zostawiają po sobie śmietnik.Nie pokaże się wtedy ani straż leśna,ani policja,ale za to stróże prawa potrafią się przyczepić,że wędka na chwilę zostawiona bez opieki.To od razu zauważyli,ale nie widzą samochodów,wjeżdżających do lasu nad samą wodę,bo rodzina urządza sobie piknik.Rybacy rozpanoszyli się tak,że sieci są wszędzie - i nie zawsze oznaczone.Śruba silnika wplątała nam się w taką nie oznakowaną sieć.Byliśmy bardzo grzeczni i wyplątaliśmy się jakoś,a należało po prostu pociąć siatkę nożem.Właściciele motorówek szaleją i pokazują ,kto ma silnik o większej mocy,nie patrząc,czy to port,czy zatoka.Wczasowicze wpychają się na klubowy pomost,żeby łowić ryby,chociaż na tablicy "jak byk"napisane,że wstęp na pomost wzbroniony,a połów ryb zakazany.Mało tego-brama zamknięta na kłódkę,więc wchodzą do wody,żeby ja ominąć.Ech,ludzie,ludzie,najlepiej tam,gdzie was nie ma.Czasem milsze jest towarzystwo łabędzi,kaczek,a nawet kormoranów,których za przyjaciół nie uważam.
Jeśli chodzi o ryby,to jeszcze nie było tak ubogiego sezonu.Nie wiem,czy nie biorą,czy już ich nie ma w tym akwenie,co wcale by nie dziwiło przy takiej gospodarce,jaką prowadzi wielki ichtiolog,dzierżawca zalewu.
Jagód-zatrzęsienie,chociaż nie wszędzie,trzeba znać odpowiednie miejsca.O grzybach na razie nie ma co marzyć,a jeśli nadal będzie taka susza,to i jesień będzie bezgrzybna.
Ale mimo wszystko jest pięknie i czuję się tam szczęśliwa,jak nigdzie.Wracam jak najszybciej.
A co nowego na Zalewie?Nasza wydra gdzieś się wyprowadziła,może wypłoszyli ją robotnicy leśni ścinający drzewa,bo oczywiście następne połacie lasu wycięte.W naszej ulubionej zatoczce bobry wywróciły 11 brzózek,nie można w tych miejscach dobić do brzegu,bo drzewa leżą w wodzie.Coraz mniej miejsc do cumowania,a bobry mają się dobrze i ciągle są pod ochroną.Niedzielni "żeglarze " i wędkarze jak zwykle palą w lesie ogniska,łamią gałęzie i zostawiają po sobie śmietnik.Nie pokaże się wtedy ani straż leśna,ani policja,ale za to stróże prawa potrafią się przyczepić,że wędka na chwilę zostawiona bez opieki.To od razu zauważyli,ale nie widzą samochodów,wjeżdżających do lasu nad samą wodę,bo rodzina urządza sobie piknik.Rybacy rozpanoszyli się tak,że sieci są wszędzie - i nie zawsze oznaczone.Śruba silnika wplątała nam się w taką nie oznakowaną sieć.Byliśmy bardzo grzeczni i wyplątaliśmy się jakoś,a należało po prostu pociąć siatkę nożem.Właściciele motorówek szaleją i pokazują ,kto ma silnik o większej mocy,nie patrząc,czy to port,czy zatoka.Wczasowicze wpychają się na klubowy pomost,żeby łowić ryby,chociaż na tablicy "jak byk"napisane,że wstęp na pomost wzbroniony,a połów ryb zakazany.Mało tego-brama zamknięta na kłódkę,więc wchodzą do wody,żeby ja ominąć.Ech,ludzie,ludzie,najlepiej tam,gdzie was nie ma.Czasem milsze jest towarzystwo łabędzi,kaczek,a nawet kormoranów,których za przyjaciół nie uważam.
Jeśli chodzi o ryby,to jeszcze nie było tak ubogiego sezonu.Nie wiem,czy nie biorą,czy już ich nie ma w tym akwenie,co wcale by nie dziwiło przy takiej gospodarce,jaką prowadzi wielki ichtiolog,dzierżawca zalewu.
Jagód-zatrzęsienie,chociaż nie wszędzie,trzeba znać odpowiednie miejsca.O grzybach na razie nie ma co marzyć,a jeśli nadal będzie taka susza,to i jesień będzie bezgrzybna.
Ale mimo wszystko jest pięknie i czuję się tam szczęśliwa,jak nigdzie.Wracam jak najszybciej.
piątek, 30 maja 2014
Coś się kończy,coś się zaczyna.
Wczoraj wróciłam z pleneru.Spóźniłam się o 3 dni,ale i tak namalowałam 7 obrazów.Oczywiście będą jeszcze poprawiane,z wyjątkiem tych,które zostały u sponsora.Pogodę mieliśmy piękną,dopiero w przedostatnim dniu ochłodziło się - i to mocno.Do tego deszcz i wiatr.Przeziębiłam się,boli mnie gardło,więc odkładam wyjazd do Pieczysk.Zresztą dopiero od 1 czerwca będzie więcej autobusów,teraz trudno dojechać.Może do niedzieli się ociepli.
Zaproszenie malarza jako instruktora to był dobry pomysł-i dobry wybór.Andrzej maluje pięknie,chętnie udzielał wskazówek.Niestety nie dało się olejami malować tak ,jak on akrylami.Nie mówiąc już o talencie i doświadczeniu.Po powrocie z żagli kupię sobie akryle,dotąd nie miałam pojęcia o tej technice.Coś tam udało mi się podpatrzeć,więc spróbuję.
Atmosfera jak zwykle-rodzinna,serdeczna.Żal byłoby wyjeżdżać,gdyby nie załamanie pogody.Ale coś się kończy,coś się zaczyna.Podobno ryby biorą na Zalewie.Już tęsknię.
Zaproszenie malarza jako instruktora to był dobry pomysł-i dobry wybór.Andrzej maluje pięknie,chętnie udzielał wskazówek.Niestety nie dało się olejami malować tak ,jak on akrylami.Nie mówiąc już o talencie i doświadczeniu.Po powrocie z żagli kupię sobie akryle,dotąd nie miałam pojęcia o tej technice.Coś tam udało mi się podpatrzeć,więc spróbuję.
Atmosfera jak zwykle-rodzinna,serdeczna.Żal byłoby wyjeżdżać,gdyby nie załamanie pogody.Ale coś się kończy,coś się zaczyna.Podobno ryby biorą na Zalewie.Już tęsknię.
| Te 2 obrazy zostały w Agrofarmie. |
| Pozostałe pokażę po poprawkach. |
| Taki wspaniały prezent dostałam od Andrzeja. |
czwartek, 15 maja 2014
Plany wzięły w łeb
Od kilku dni przygotowuję się do pleneru.Kupiłam podobrazia dla całego stowarzyszenia,nie pamiętam już,ile sztuk.Razem kurier przywiózł 5 ogromnych paczek.Zaplanowałam zakwaterowanie poszczególnych osób,zaprosiłam wspaniałego malarza który ma nam udzielić wskazówek co do malowania.I nagle okazuje się,że nie mogę jechać,przynajmniej na rozpoczęcie.Stracę 4 dni.Moja córka nie ma z kim zostawić dziecka,muszę spędzić jakiś czas w Warszawie.Cały rok czekałam na ten plener,ale nie mam serca jej odmówić.Pakuję więc rzeczy na wyjazd,na plener-żeby od razu po powrocie ze stolicy dojechać do Gołaszewa.I jeszcze do tego przygotowuję się do letniej przeprowadzki na jacht.Mieszkanie wygląda jak pobojowisko.Wszędzie walizki,torby,plecaki.Nie ma mowy ani o malowaniu,ani o żadnych robótkach.Właściwie trochę już mnie znudził quiling,zaczęłam szydełkować -kolorowe sześciokąty z różnych resztek włóczki.Jeszcze nie wiem,co z nich będzie,może narzuta,jeśli wystarczy mi cierpliwości.Albo przynajmniej jakaś chusta lub szal.
A to ostatnie quilingowe kartki.
A to ostatnie quilingowe kartki.
wtorek, 6 maja 2014
Wycieczka
Pojechaliśmy dziś z moją koleżanką i jej mężem do Domu Pomocy Społecznej "Na Skarpie",żeby ustalić szczegóły naszego wspólnego malowania.Dom jest pięknie położony,blisko Wisła,ze skarpy roztacza się piękny widok-tylko malować.Potem pojechaliśmy jeszcze do Zarzeczewa.Mamy sentyment do tego miejsca,tam zaczynaliśmy żeglowanie.Dużo się zmieniło,nowe pomosty,a przy nich "wypasione"łódki.Pewnie dlatego,że opłaty znacznie wzrosły,nie każdego na nie stać.Marina bardzo ładna,miło powspominać,ale wracać bym nie chciała.Nie ma lasów,dzikich zatoczek,za dużo cywilizacji.
W drodze powrotnej obejrzeliśmy jeszcze nową marinę przy ujściu Zgłowiączki.Trwają przygotowania do uroczystego otwarcia w sobotę.Włocławek pięknieje.Ale ja chcę na Zalew Koronowski.Może tam już kwitną konwalie i wszędzie wciska się ich zapach.Wędkę by się zarzuciło...Trochę za chłodno,w przyszłym tygodniu mają być upały.Przede mną jeszcze plener w Gołaszewie,mogę wyjechać dopiero w czerwcu.
Zdjęcia z dzisiejszej wycieczki.
W drodze powrotnej obejrzeliśmy jeszcze nową marinę przy ujściu Zgłowiączki.Trwają przygotowania do uroczystego otwarcia w sobotę.Włocławek pięknieje.Ale ja chcę na Zalew Koronowski.Może tam już kwitną konwalie i wszędzie wciska się ich zapach.Wędkę by się zarzuciło...Trochę za chłodno,w przyszłym tygodniu mają być upały.Przede mną jeszcze plener w Gołaszewie,mogę wyjechać dopiero w czerwcu.
Zdjęcia z dzisiejszej wycieczki.
| Szkoda że nie było słońca. |
niedziela, 4 maja 2014
Dobrze mieć przyjaciół
Bardzo miło wspominam babskie spotkanie z zeszłego tygodnia.Podtrzymało mnie na duchu,widzę,że są osoby,które doceniają moje starania.A więc do pracy!Mam kilka nowych pomysłów,żeby tylko wszystko się udało.W przyszłym tygodniu następne "sałatkowe "spotkanie.Zastanawiam się nad potrawą ,musi być bezmięsna.A oto przepis na moją ostatnio wyprodukowaną sałatkę:
pół kapusty pekińskiej
1 czerwona papryka
garść sparzonych rodzynek
zielone oliwki
cebula pokrojona "w piórka"
ser feta
majonez zmieszany z sokiem z cytryny(1 łyżeczka) i keczupem-do smaku.
Oczywiście wszystko pokroić.Ser najlepiej dodać na końcu,bo puszcza sok.Smacznego.
Dawno nic nie namalowałam,przerwa przed plenerem.Zrobiłam kilka małych obrazków quilingowych,większych mam już dosyć na wystawę.Małe mogą się przydać jako kartki z życzeniami,podziękowaniami itp.Na tło zaczęłam wykorzystywać stare kalendarze z grubego,błyszczącego papieru.
pół kapusty pekińskiej
1 czerwona papryka
garść sparzonych rodzynek
zielone oliwki
cebula pokrojona "w piórka"
ser feta
majonez zmieszany z sokiem z cytryny(1 łyżeczka) i keczupem-do smaku.
Oczywiście wszystko pokroić.Ser najlepiej dodać na końcu,bo puszcza sok.Smacznego.
Dawno nic nie namalowałam,przerwa przed plenerem.Zrobiłam kilka małych obrazków quilingowych,większych mam już dosyć na wystawę.Małe mogą się przydać jako kartki z życzeniami,podziękowaniami itp.Na tło zaczęłam wykorzystywać stare kalendarze z grubego,błyszczącego papieru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)